Tadeusz Słobodzianek
MALAMBO
Argentyńska historia
Kowal Nędza to argentyński Doktor Faust, który podpisuje cyrograf w zamian za młodość i pieniądze. Pan Nędza jest przebiegły i trzy razy udaje mu się wykraść młodość dla siebie i swojego psa Biedy. Szatany przenoszą go za każdym razem w inne czasy, ale zawsze do jego ulubionej knajpy, gdzie śpiewa piękna Lola, można zatańczyć malambo, napić się tinto i zagrać w truko (karcianą grę, gdzie zwycięzcą zawsze zostaje największy łgarz) . Z baru dla kowbojów Nędza trafia do gangsterskiej knajpy, a wreszcie do współczesnej speluny. Czy to wystarczy, by Kowal zaspokoił głód życia i wolności?
Prasa o spektaklu::
Słobodzianek kreśli chyba wciąż tę samą, ulubioną przez siebie, figurę prowincji, kraju odległego, w którym jednak zdarzają się historie o wymiarze uniwersalnym. W Malambo w zabawny sposób wprowadza jeszcze jeden mit - mit faustowski. Bo przecież kowal Nędza jest takim ludowym Faustem - jeśli takie miano pasuje do prostaczka, który pragnie przywrócić sobie młodość i idzie o nią w zakłady z diabłami. I on również zyskuje niewesołą wiedzę na temat świata, w którym wszystko schodzi na psy.(Teatr)
Słobodzianek jest tu mistrzem koncentracji słowa, kompozycji refrenów, nasycenia dialogu rytmem, temperaturą, emocjami. Odzyskiwana mocą diabelską młodość kowala realizuje się niewymyślnie: w barze z kartami, kielichem, dziewczyną i tańcem. Ale tinto staje się napojem nieomal rytualnym, gra w truko - kwintesencją hazardu i karcianych namiętności, ponętna Lola - wcieleniem zmysłowej rozkoszy, a malambo, prosty w rytmie i kroku taniec argentyńskich gauchos - ekstazą. Niewiele jest współczesnych dramatów, gdzie tak oszczędnymi, precyzyjnie użytymi środkami konstruowania jest równie potężna apoteoza rozkoszy życia, ujawnienie mocy prostego szczęścia. Rajskiego, odwiecznego, ubóstwionego - i coraz bardziej mitycznego.(Polityka)
Dziewiąta sztuka Tadeusza Słobodzianka nosi tytuł Malambo i opowiada o niemożności zaspokojenia głodu życia. Egzotyczny rodowód tej historii, dziejącej się w Argentynie w XIX i XX wieku, pozwolił autorowi stworzyć baśniowego bohatera, marzącego o rzeczach najprostszych, najniezbędniejszych i najtrudniej osiągalnych. (Dekada Literacka)
Jeśli taki będzie cały rok w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka, to możemy się tylko cieszyć. "Malambo. Argentyńska historia" w reżyserii Ondreja Spišáka jest jednym z tych przedstawień, po których człowiek wychodzi i chce mu się śmiać do świata. Tak wiele uroku jest w tej przypowieści o kowalu...(Rzeczpospolita)
Jeśli miałbym wskazać, który z tańców polskiej dramaturgii jest mi najbliższy, wybrałbym malambo Słobodzianka. Wolę taniec pastuchów tupiących w podłogę od chocholego tańca Wyspiańskiego i wyrafinowanych figur Mrożka. Jest w nim bowiem afirmacja życia i wolności na przekór wszystkiemu. Jest może naiwna, ale porywająca wiara w świat, gdzie honor to honor, słowo to słowo, a miłość to miłość, jak mawia Kowal. Gdzie Bóg, zamiast karać, tańczy z człowiekiem. (Gazeta Wyborcza)
Aktorzy tańczą malambo w świetnej choreografii Anny Iberszer - znakomicie i doskonale w tańcu wyglądają. Aż chciałoby się zacząć wyklaskiwać rytm.(Foyer)
Sukces, polecam.(Rzeczpospolita)
Zwiastun "Malambo"
Ricardo Guiraldes - Don Segundo Sombra (fragment powieści)
Adriana Nora Pizzino - Tinto, truko i malambo
Wojciech Majcherek - Pieski los kowala
Z Ondrejem Spišákiem rozmawia Marta Hopfer
Z Mariuszem Saniternikiem rozmawia Marta Hopfer
Czas trwania: 90 min
Premiera - 15 września 2006, Scena Laboratorium Dramatu ul. Olesińska 21
Zdjęcie Andrzej Dragan, stylizacja Kasia Niebieska, lay out Langfuhr&Magenta
Galeria rysunków Mikołaja Maleszy:
Zdjęcia ze spektaklu: