Magdalena Fertacz
ABSYNT
Karolina kończy studia i planuje ślub. Jednak to nie symboliczny koniec dzieciństwa ją czeka, lecz koniec życia. Karolina bowiem zakłada suknię ślubną by popełnić samobójstwo. Co złożyło się na to, że młoda kobieta na progu dorosłości, w początku XXI wieku, traci motywację do życia?
Karolina - Matylda Paszczenko
Matka - Maria Maj
Ojciec - Zdzisław Wardejn
Prawie mąż - Dariusz Kowalski / Mariusz Drężek
Pies z kulawą nogą - Wojciech Błach / Robert T. Majewski
Dziecko w brzuchu - Michał Czachor / Marcin Hycnar
Scenografia - Katarzyna Paciorek
Asystent scenografa - Magdalena Fertacz
Muzyka - Bartosz Chajdecki
Realizacja video - Jan Dowjat
Kierownik produkcji - Magdalena Romańska
Konsultacje tai-chi - Marek Baliński
Sztuka Magdy Fertacz jest przejmująca w swej trafnej diagnozie kryzysu rodziny, zaniku tożsamości, mechanicznym powtarzaniu podpatrzonych wzorców, myśleniu narzuconymi stereotypami. Patologie te występując razem prowadzą do tragedii. Niby wszyscy to znamy, możemy żonglować formułkami bez końca. Jednak sztuka Fertacz - znakomicie napisana - wywołuje na nowo przerażenie obrazem "banalności zła". Jak noże wchodzą w mózg słowa martwej panny młodej: "Nasze matki i nasi ojcowie mieszkają w naszych ciałach. Lepiej się go pozbyć. Nie potrafiłam żyć zanim umrę. Panna młoda do pieca". Tak to wygląda wesele 2005. Czerwona plama na białej sukni panny młodej dręczy wspomnieniem całego XX wieku.(Jagoda Hernik Spalińska, Program do przedstawienia)
Świat przedstawiony w Absyncie jest absurdalnie pusty. Co nie znaczy, że tworzące go postaci do niczego nie zmierzają i na niczym im nie zależy. Wręcz przeciwnie, każdy, nawet nienarodzone dzieci, czegoś chce. I nawet osiąga to, ku czemu zmierza. Cele jawią się jednak jako śmiesznie banalne, a sposoby ich osiągania - nieodmiennie konformistyczne. Daje to efekt przerażającej śmieszności, bo obrazuje codzienne zmagania każdego z nas. Śmieszność potęguje to, że każda z postaci obnosi się z własną opowieścią o sobie i swoim życiu, a także z opowieściami o pozostałych. I, jak w życiu, opowieści te nie przystają do siebie, nawet się nie spotykają. Co w tym śmiesznego? A no to, że nikomu zdaje się to nie przeszkadzać w snuciu własnego wątku, ważnego tylko dla niego samego. Jest śmiesznie i strasznie. Strasznie i śmiesznie. Przecież nikt nikogo nie kocha, chociaż każdy chce być kochany i miłości potrzebuje. (...) Kolęda przy stole wigilijnym nie jest już witaniem nowonarodzonego Boga, ani nawet wyrazem więzi rodzinnych. Jest czymś anachronicznym. Lecz w opustoszałym miejscu nie pojawiło się nic innego. Nie ma w tym świecie niczego prawdziwego. Wszystko co jest, jest fałszywe i skłamane. Nawet śmierć.(Jacek Bomba, www.tat.pl)
Prasa o spektaklu:
Mocny, bezpretensjonalny tekst, poddany został reżyserskiej obróbce Aldony Figury. Efektem spotkania w pracy dwóch młodych artystek jest spektakl, w którym nie ma ani trochę kobiecego ciepełka ani sentymentalnego gaworzenia.[...] W "Absyncie" nie brakuje ostrych, a jednak trzymanych na wodzy, użytych z wyczuciem słów czy sytuacji. Bardzo dobrze pomyślana została scena, z której widz dowiaduje się o skrobance, do której rodzice zmusili Karolinę. Zamiast wywalić na środek sceny fotel ginekologiczny, pokazano dorosłego, ulepionego z matczynych wyobrażeń o synu człowieka (Marcin Drężek), który za swe zniknięcie i milczenie pobiera wysoką opłatę. Taka groteskowa, dowcipna, a zarazem przejmująca scena najlepiej świadczy o tym, na jakim poziomie myśli się o teatrze w Laboratorium Dramatu.(Życie Warszawy)
Zdjęcie plakatu: Andrzej Dragan, stylizacja Kasia Niebieska, lay out Langfuhr&Magenta























